piątek, 8 marca 2013

9 Rozdział

Esme:

    Minęły już trzy lata odkąd nie było Edwarda. Teraz był grudzień. Za parę dni miała być wigilia. Śnieg padał prawie cały czas. Cieszyłam się, to dawało taką miłą atmosferę, ale też się martwiłam, że on nie wraca. Jak na razie napajałam się obecnością Anioła. Wziął wolne specjalnie dla mnie. On jest taki kochany!
    Siedziałam na kanapie i czytałam książkę pod tytułem ,,Duma i uprzedzenie", gdy nagle Carlisle mi przerwał. Wpadł do pokoju i zaczął mnie łaskotać. Prosiłam żeby przestał, nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. On zastanawiał się chwilę i powiedział, że trzeba mnie jakoś rozweselić, ponieważ ostatnio siedzę niby taka smutna. Kiedy dalej mnie łaskotał, powiedziałam, że jest słaby, oops. Nic nie odpowiedział, rozmyślał nad czymś. Wykorzystałam to, odskoczyłem i zaraz znalazłam się na drugim końcu pokoju, ale Anioł zaraz do mnie podszedł. Oj odważny był. Pomyślałam sobie, że teraz moja kolej 'tortur', ale on zaraz złapał moje ręce, yh. Był zdziwiony tym co powiedziałam.
- Haha, co proszę? Co powiedziałaś? - nadal trzymał moje ręce.
- Że jesteś słaby. - Pocałował mnie w nos, puścił moje ręce, ale za to złapał w pasie i przerzucił przez ramię. Krzyczałam co on robi, ale on nie zwracał na to uwagi. Podszedł do drzwi i otworzyłem je na oścież. Śnieg mocno walił, a on chciał iść na dwór?! Nie byliśmy ubrani na wyjście. Ja miałam na sobie tylko błękitną, koronkową bluzkę i to z krótkim rękawkiem oraz czarne spodnie. Co ludzie sobie pomyślą? Chciałam mu to powiedzieć, ale nim się obejrzałam byliśmy już w środku lasu.
- Dobrze, teraz mnie puść. - śmiałam się - No dalej, puszczaj!- krzyknęłam.
- Proszę bardzo - wybuchł śmiechem. Czułam śnieg pod sobą. Anioł leżał na mnie. - I co? Dalej uważasz, że jestem słaby? - nabrałam siły.
- Tak. - odpowiedziałam krótko, tylko, że teraz to ja leżałam na nim.
- O nie, nie, nie! Ze mną nie ma tak łatwo.
    Zmęczeni tymi wygłupami razem leżeliśmy na śniegu. To trochę dziwne, że jako wampir nie odczuwam tego co normalni ludzie, że nie odczuwam zimna. Było chyba minus dwadzieścia stopni Celsjusza, ale taka temperatura mi nie przeszkadzała. Ważne było, że koło mnie leżał Anioł.
- Oj Esme, Esme ... - pokręcił głową.
- Co kochanie? - słońce znajdowało się już po za drzewami.
- Nie wydaję ci się to dziwne, że leżymy tu tak już parę godzin?
- Co? Ale jak to ''parę godzin''? - czas z nim leciał mi z zaskakującą szybkością.
- No tak, nie zauważyłaś, że jak tu przyszliśmy do słońce było wysoko u góry, a teraz jest już prawie za horyzontem?
- Nie. - odpowiedziałam krótko i rzuciłam w niego śnieżką.
- Dobra, dobra, lepiej ze mną już nie zadzieraj. - szepnął mi do ucha. Jednocześnie wstaliśmy, splątaliśmy ze sobą ręce i poszliśmy szybkim krokiem w kierunku domu. Dojście tam zajęło nam może pięć, sześć minut.
Kiedy już weszłam do środka, od razu poszłam do łazienki się przebrać, gdyż byłam cała morka. Zdjęłam z siebie ciuchy i powiesił je na lince. Siebie owinęłam ręcznikiem. Zastawiałam się czy ubrać codzienny ciuchy, czy po prostu ubrać się w koszulę nocą. Po chwili namysły zdecydowałam się ubrać koszulę, była godzina dwudziesta, więc raczej nigdzie już nie szliśmy z Carlisle'em. Rozczesałam jeszcze szybko włosy i zeszłam na dół do salonu. Usiadłam wygodnie na fotelu i zaczęłam rozmyślać gdzie jest Edward. Ta myśl zadręczała mnie nie mal codziennie. Zapominałam o nim tylko wtedy, gdy byłam z Aniołem.


***

Carlisle:

***

    Nadszedł dzień wigilii, a ja nie miałem dla Esme prezentu. Byłem zajęty pomocą w przygotowaniach świątecznych. Oczywiście w takich przygotowaniach jak sprzątanie, strojenie domu i ubranie choinki. Rzecz jasna jedzenie nie przygotowywaliśmy. Gdy było już wszystko przygotowane postanowiłem iść na miasto coś kupić.
    Szukałem idealnego sklepu z biżuterią, aż w końcu znalazłem. Otworzyłem jego szklane drzwi i wszedłem do środka. Za ladą stała starsza pani. Podszedłem do niej z nadzieją, że pomoże mi coś wybrać. Przywitała mnie ciepłym uśmiechem i spytała się w czym może służyć. Odpowiedziałem, że szukam prezentu dla ukochanej. Proponowała mi pierścionek, ale pierścionek na gwiazdkę? Nie... Chciałam dostać coś co oddawałoby ją całą, więc poprosiłem o coś delikatnego. Kiedy to powiedziałem starsza pani poszła na zaplecze. Po paru minutach wróciła z małym bordowym i powiedziała, że to będzie idealne. Rzeczywiście to było idealne. Piękna srebrna bransoletka. Była zdobiona cyrkoniami i niebieskimi szafirami.  
- Pochodzi z Włoskiej kolekcji. -powiedziała.
- Jest śliczna. Biorę ją. 
- Tylko ona kosztuje cztery tysiące dolarów. - Dla mnie to była mała cena.
- To nic, cena nie gra roli. - wyjąłem z portfela potrzebną kwotę i dałem staruszce. Gdy zapakowała bransoletkę w małą torebeczkę, mogłem już iść. 
- Wesołych świąt! - starsza pani pomachała mi na pożegnanie.
- Nawzajem! - Krzyknąłem i odmachałem.
    Do domu szedłem z podniesioną głową. Byłem zadowalony, że znalazłem idealny prezent dla mojej ukochanej. Kiedy już wszedłem do domu powiesiłem płaszcz na wieszaku. Esme od razu do mnie podbiegła. Wyciągnąłem rękę i przyciągnąłem ją do siebie. Mocno przytuliłem i trzymałem w ramionach. Ona owinęła ręce wokół mojej szyi i popatrzyła mi prosto w oczy. Patrzała na mnie pytającą, pewnie była ciekawa gdzie byłem, ale nie zapytała.
- Wiesz co ... - zaczęła - Tęsknie za Edwardem. - miała smutą minę. Myślałem, że już o nim tak nie myśli. Zawsze unikałem tego tematu.
- Na pewno do nas wróci  - była chwila ciszy.
- Hm... - pocałowałem ją w policzek, a na jej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Składałem jej masę pocałunków od szyi to samej głowy, ona natomiast popchnęła mnie lekko w stronę ściany i powiedziała:
- Wolnego kolego, muszę ci wyprasować koszulę. - Zachichotała się. Pocałowałem ją w czubek głowy i pozwoliłem odejść.
     Była godzina osiemnasta. Zapaliłem lampki na choince i zobaczyłem, że na niebie pojawiła się pierwsza gwizdka. Poszedłem do mojej sypialni gdzie miałem prezent dla ukochanej i schowałem w kieszeń od spodni. Kiedy już zszedłem na dół, Esme siedziała na fotelu. Była zamyślona.
- Ej! - krzyknąłem. Esme aż odskoczyła. - Pierwsza gwiazdka już na niebie! - podszedłem do niej, schyliłem się i podałem pudełeczko.
- Ojej! To dla mnie? - na jej twarzy pojawił się, ale zaraz znikł. Zaniepokoiło mnie to.
- Czy coś jest nie tak?
- Bo... Bo ja nie mam dla ciebie... Jeny! Jak ja mogłam zapomnieć... - Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale pocałowałem ją w usta i przestała gadać.
- Przecież ty nie musisz mi niczego kupować! Wystarczy, że jesteś przy mnie. A teraz otwórz swój prezent. - Esme otworzyła. Jej oczy stały się suche. To chyba ze szczęścia.
- Jest śliczna, dziękuję! - rzuciła mi się na szyję, to było takie miłe. Trzymałem ją przez parę minut w ramionach i wdychałem jej zapach.
- Carlisle ja na prawdę przepraszam, jak ja ... - znów jej przerwałem pocałunkiem.
- Już przestań. - oparła swoją głowę o mój tors, gdy nagle zapukał ktoś do drzwi...


________________________________

Heej ;* Przepraszam, ale rozdziały będą teraz właśnie takie krótki :/
Po prostu mam za dużo nauki. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.
+ ooo, było was tutaj 1000 *-*
+ + nie mam pojęcia kiedy będzie następny rozdział :c 




+++ Więc powiedzmy, że Esme  dostała coś podobnego ; P 

A! No i przepraszam, że to takie od 'czapy' i dzieje się w grudniu xD  



.



5 komentarzy:

  1. podoba mi się :)

    czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny rozdział! Perspektywa Esme bardzo mi się podoba. Czekam na nn i życzę weny. ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jprdl. Jak ty ślicznie piszesz *.*
    Podziwiam cię za to i błagam.. Pisz kolejny rozdział !! Oesu... Najlepszy blog jaki czytałam <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. http://emmetirosalie.blogspot.com/
    Zapraszam blog super <3

    OdpowiedzUsuń