wtorek, 2 kwietnia 2013

piątek, 8 marca 2013

9 Rozdział

Esme:

    Minęły już trzy lata odkąd nie było Edwarda. Teraz był grudzień. Za parę dni miała być wigilia. Śnieg padał prawie cały czas. Cieszyłam się, to dawało taką miłą atmosferę, ale też się martwiłam, że on nie wraca. Jak na razie napajałam się obecnością Anioła. Wziął wolne specjalnie dla mnie. On jest taki kochany!
    Siedziałam na kanapie i czytałam książkę pod tytułem ,,Duma i uprzedzenie", gdy nagle Carlisle mi przerwał. Wpadł do pokoju i zaczął mnie łaskotać. Prosiłam żeby przestał, nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. On zastanawiał się chwilę i powiedział, że trzeba mnie jakoś rozweselić, ponieważ ostatnio siedzę niby taka smutna. Kiedy dalej mnie łaskotał, powiedziałam, że jest słaby, oops. Nic nie odpowiedział, rozmyślał nad czymś. Wykorzystałam to, odskoczyłem i zaraz znalazłam się na drugim końcu pokoju, ale Anioł zaraz do mnie podszedł. Oj odważny był. Pomyślałam sobie, że teraz moja kolej 'tortur', ale on zaraz złapał moje ręce, yh. Był zdziwiony tym co powiedziałam.
- Haha, co proszę? Co powiedziałaś? - nadal trzymał moje ręce.
- Że jesteś słaby. - Pocałował mnie w nos, puścił moje ręce, ale za to złapał w pasie i przerzucił przez ramię. Krzyczałam co on robi, ale on nie zwracał na to uwagi. Podszedł do drzwi i otworzyłem je na oścież. Śnieg mocno walił, a on chciał iść na dwór?! Nie byliśmy ubrani na wyjście. Ja miałam na sobie tylko błękitną, koronkową bluzkę i to z krótkim rękawkiem oraz czarne spodnie. Co ludzie sobie pomyślą? Chciałam mu to powiedzieć, ale nim się obejrzałam byliśmy już w środku lasu.
- Dobrze, teraz mnie puść. - śmiałam się - No dalej, puszczaj!- krzyknęłam.
- Proszę bardzo - wybuchł śmiechem. Czułam śnieg pod sobą. Anioł leżał na mnie. - I co? Dalej uważasz, że jestem słaby? - nabrałam siły.
- Tak. - odpowiedziałam krótko, tylko, że teraz to ja leżałam na nim.
- O nie, nie, nie! Ze mną nie ma tak łatwo.
    Zmęczeni tymi wygłupami razem leżeliśmy na śniegu. To trochę dziwne, że jako wampir nie odczuwam tego co normalni ludzie, że nie odczuwam zimna. Było chyba minus dwadzieścia stopni Celsjusza, ale taka temperatura mi nie przeszkadzała. Ważne było, że koło mnie leżał Anioł.
- Oj Esme, Esme ... - pokręcił głową.
- Co kochanie? - słońce znajdowało się już po za drzewami.
- Nie wydaję ci się to dziwne, że leżymy tu tak już parę godzin?
- Co? Ale jak to ''parę godzin''? - czas z nim leciał mi z zaskakującą szybkością.
- No tak, nie zauważyłaś, że jak tu przyszliśmy do słońce było wysoko u góry, a teraz jest już prawie za horyzontem?
- Nie. - odpowiedziałam krótko i rzuciłam w niego śnieżką.
- Dobra, dobra, lepiej ze mną już nie zadzieraj. - szepnął mi do ucha. Jednocześnie wstaliśmy, splątaliśmy ze sobą ręce i poszliśmy szybkim krokiem w kierunku domu. Dojście tam zajęło nam może pięć, sześć minut.
Kiedy już weszłam do środka, od razu poszłam do łazienki się przebrać, gdyż byłam cała morka. Zdjęłam z siebie ciuchy i powiesił je na lince. Siebie owinęłam ręcznikiem. Zastawiałam się czy ubrać codzienny ciuchy, czy po prostu ubrać się w koszulę nocą. Po chwili namysły zdecydowałam się ubrać koszulę, była godzina dwudziesta, więc raczej nigdzie już nie szliśmy z Carlisle'em. Rozczesałam jeszcze szybko włosy i zeszłam na dół do salonu. Usiadłam wygodnie na fotelu i zaczęłam rozmyślać gdzie jest Edward. Ta myśl zadręczała mnie nie mal codziennie. Zapominałam o nim tylko wtedy, gdy byłam z Aniołem.


***

Carlisle:

***

    Nadszedł dzień wigilii, a ja nie miałem dla Esme prezentu. Byłem zajęty pomocą w przygotowaniach świątecznych. Oczywiście w takich przygotowaniach jak sprzątanie, strojenie domu i ubranie choinki. Rzecz jasna jedzenie nie przygotowywaliśmy. Gdy było już wszystko przygotowane postanowiłem iść na miasto coś kupić.
    Szukałem idealnego sklepu z biżuterią, aż w końcu znalazłem. Otworzyłem jego szklane drzwi i wszedłem do środka. Za ladą stała starsza pani. Podszedłem do niej z nadzieją, że pomoże mi coś wybrać. Przywitała mnie ciepłym uśmiechem i spytała się w czym może służyć. Odpowiedziałem, że szukam prezentu dla ukochanej. Proponowała mi pierścionek, ale pierścionek na gwiazdkę? Nie... Chciałam dostać coś co oddawałoby ją całą, więc poprosiłem o coś delikatnego. Kiedy to powiedziałem starsza pani poszła na zaplecze. Po paru minutach wróciła z małym bordowym i powiedziała, że to będzie idealne. Rzeczywiście to było idealne. Piękna srebrna bransoletka. Była zdobiona cyrkoniami i niebieskimi szafirami.  
- Pochodzi z Włoskiej kolekcji. -powiedziała.
- Jest śliczna. Biorę ją. 
- Tylko ona kosztuje cztery tysiące dolarów. - Dla mnie to była mała cena.
- To nic, cena nie gra roli. - wyjąłem z portfela potrzebną kwotę i dałem staruszce. Gdy zapakowała bransoletkę w małą torebeczkę, mogłem już iść. 
- Wesołych świąt! - starsza pani pomachała mi na pożegnanie.
- Nawzajem! - Krzyknąłem i odmachałem.
    Do domu szedłem z podniesioną głową. Byłem zadowalony, że znalazłem idealny prezent dla mojej ukochanej. Kiedy już wszedłem do domu powiesiłem płaszcz na wieszaku. Esme od razu do mnie podbiegła. Wyciągnąłem rękę i przyciągnąłem ją do siebie. Mocno przytuliłem i trzymałem w ramionach. Ona owinęła ręce wokół mojej szyi i popatrzyła mi prosto w oczy. Patrzała na mnie pytającą, pewnie była ciekawa gdzie byłem, ale nie zapytała.
- Wiesz co ... - zaczęła - Tęsknie za Edwardem. - miała smutą minę. Myślałem, że już o nim tak nie myśli. Zawsze unikałem tego tematu.
- Na pewno do nas wróci  - była chwila ciszy.
- Hm... - pocałowałem ją w policzek, a na jej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Składałem jej masę pocałunków od szyi to samej głowy, ona natomiast popchnęła mnie lekko w stronę ściany i powiedziała:
- Wolnego kolego, muszę ci wyprasować koszulę. - Zachichotała się. Pocałowałem ją w czubek głowy i pozwoliłem odejść.
     Była godzina osiemnasta. Zapaliłem lampki na choince i zobaczyłem, że na niebie pojawiła się pierwsza gwizdka. Poszedłem do mojej sypialni gdzie miałem prezent dla ukochanej i schowałem w kieszeń od spodni. Kiedy już zszedłem na dół, Esme siedziała na fotelu. Była zamyślona.
- Ej! - krzyknąłem. Esme aż odskoczyła. - Pierwsza gwiazdka już na niebie! - podszedłem do niej, schyliłem się i podałem pudełeczko.
- Ojej! To dla mnie? - na jej twarzy pojawił się, ale zaraz znikł. Zaniepokoiło mnie to.
- Czy coś jest nie tak?
- Bo... Bo ja nie mam dla ciebie... Jeny! Jak ja mogłam zapomnieć... - Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale pocałowałem ją w usta i przestała gadać.
- Przecież ty nie musisz mi niczego kupować! Wystarczy, że jesteś przy mnie. A teraz otwórz swój prezent. - Esme otworzyła. Jej oczy stały się suche. To chyba ze szczęścia.
- Jest śliczna, dziękuję! - rzuciła mi się na szyję, to było takie miłe. Trzymałem ją przez parę minut w ramionach i wdychałem jej zapach.
- Carlisle ja na prawdę przepraszam, jak ja ... - znów jej przerwałem pocałunkiem.
- Już przestań. - oparła swoją głowę o mój tors, gdy nagle zapukał ktoś do drzwi...


________________________________

Heej ;* Przepraszam, ale rozdziały będą teraz właśnie takie krótki :/
Po prostu mam za dużo nauki. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.
+ ooo, było was tutaj 1000 *-*
+ + nie mam pojęcia kiedy będzie następny rozdział :c 




+++ Więc powiedzmy, że Esme  dostała coś podobnego ; P 

A! No i przepraszam, że to takie od 'czapy' i dzieje się w grudniu xD  



.



sobota, 16 lutego 2013

8 Rozdział

Carlisle:

    Tak, to był tylko człowiek. Myślałem sobie, że należało mu się, ale przecież to był tylko bezbronny człowiek. Musiałam to powiedzieć Esme, musiałem.
    Wychodząc ze szpitala Panie cały czas do mnie się uśmiechały. Odwzajemniałem to, lecz z niechęcią. Gdy już doszedłem do domu moja kochana od razu podbiegła otworzyć mi drzwi. Zauważyła, że
inaczej się zachowuję. Przelotnie pocałowałem ją w policzek.*
- Carlisle - poszliśmy do salonu. Esme usiadła się na moich kolanach. - Carlisle - powtórzyła.
- Tak? Przepraszam zamyśliłem się. - złapałem ją za rękę i pogłaskałem.
- Stało się coś? - musiałem się chwilę zastanowić.
- Wiesz, dziś do szpitala przywieziono mężczyznę. Podobno zabiło go jakieś zwierzę, ale ja poczułem na nim zapach Edwarda. - widać było, że Esme trochę się cieszy, że Edward jest blisko. - To był twój mąż. - moja kochana zamarła.  
- Charles? - podeszła do kominka.
- Tak. - odwróciła się i leciutko uśmiechnęła. Tego się nie spodziewałem.
- Przepraszam, nie powinnam się cieszyć.
- Nie, nie, nie przepraszaj. Edward mi kiedyś powiedział co on ci robił. Wyczytał to w twoich myślach. - chciałam ją za niego przeprosić.
- No nic nie szkodzi. To już przeszłość. - rzuciła się na mnie. Nim się obejrzałem, leżała na mnie. Hah, to było zabawne. Esme zerwała ze mnie koszulę i pocałowała mnie namiętnie.
- Przepraszam. Nie powinno do nas dojść nic więcej. Widzisz ja ... ja takie rzeczy traktuję tylko po ślubie - zawstydziła się.
- Ooj przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. - wampirzym tempem odsunęła się i spuściła oczy w dół.
- Chodź tu do mnie - nie chciała się przysunąć, więc ja to zrobiłem. Objąłem ją, a ona położyła swoją głowę na mój tors. Zaczerpnąłem powietrza i rozkoszowałem się zapachem jej włosów. Pachniały lawendą.
- Kocham cię. - powiedziała. Moje kąciki ust podniosły się do góry.
- Ja ciebie też, ja ciebie też. - podkreśliłem. Siedzieliśmy tak przez długi czas, aż w końcu Esme powiedziała żebym zbierał się już do pracy. Rzeczywiście, była już siódma trzydzieści trzy, a ja miałem do pracy na ósmą.
***
    Czas w pracy bardzo mi się ciągnął. Wolałbym spędzać go razem z Esme. Myślałem sobie, że już minął prawie miesiąc po jej ucieczce do Norwegii, a od tamtego czasu była dla mnie kimś w rodzaju, jakby to powiedzieć... dziewczyny! A ja chciałem żeby była dla mnie kimś o wiele więcej. Myślałem nad kupnem pierścionka, ale czy to nie za szybko? Sam już nie wiem. Lepiej jeszcze poczekam.

Esme:

    Charles nie żyje. Hm, czy Edward zabił go dlatego co on mi robił? Nie mam pojęcia, ale dziękuję mu za to. Wiem, że nie powinnam się tak z tego cieszyć, ale ... ale nigdy bym mu nie wybaczyła. Teraz chcę tylko Carlisle'a. To właśnie z nim chcę być. Mam nadzieję, że nie zmienił postawy do mnie. Tak bardzo go pragnę, yhh.
    Godziny strasznie mi się dłużyła. Bez  Edwarda sama siedziałam w domu. Nie miałam co robić. Przyglądałam się pokojowi. Podeszłam do starej komody. Tak sobie przejechałam po niej ręką. Okazało się, że tu wcale nie jest tak czysto. Na komodzie było pełno kurzu. Jak ja mogłam tego szybciej nie zauważyć? Miałam się już brać za sprzątanie, ale nigdzie na wierzchu nie było żadnej szmatki. Przeszukałam prawie cały dom. Została mi tylko piwnica. Oczywiście tam znalazłam kolorowe ścierki, zieloną miotłę oraz czerwone wiaderko. Jak można trzymać takie rzeczy w piwnicy? Oj ten Carlisle. Najpierw poszłam do łazienki z szmatką oraz wiaderkiem, nalałam do niego wody i zaczęłam tam sprzątać. Później sprzątnęłam cały dom. Dla niektórych to bardzo męczące, ale mnie to odpręża, hmm.
   Wybiła godzina dwudziesta druga. Anioł powinien zaraz być w domu. Tak, za chwilę poczułam go. Podbiegłam szybko zobaczyć do okna. Carlisle wszedł już do domu, a ja zobaczyłam, że coś się porusza w lesie. To znaczy ktoś. Jestem wampirem, mam dobry wzrok, ale i tak niedowidziałam kto to może być. Ten ktoś był dosyć daleko.Widziałam tylko czarną plamę.
   Anioł podszedł do mnie i objął mnie w talii. Pocałował mnie w szyje, czułam na sobie jego słodki oddech. Ale, zaraz. Wytężyłam wzrok. Czarna plama zniknęła. Czy to był jakiś człowiek? Może zwierze? A może Edward?
- Co tam takiego widzisz? - zapytał i pocałował mnie po raz drugi w szyje.
- Nic, nic. - nie chciałam mu mówić prawdy. Carlisle ob kręcił mnie tak, że patrzeliśmy sobie przez chwilę w oczy, ale zaraz przytulił mnie i byłam ''przyklejona'' do jego torsu.
- Muszę ci jeszcze coś powiedzieć - był pewien siebie. 
- Słucham...
- Kocham Cię - wtedy powiedział to po raz pierwszy na głos. Nie spodziewałam się tego. Spojrzałam mu prosto w oczy i z trudem wydukałam :
- Ja ... ja ciebie też - teraz trzymał mnie w żelaznym uścisku jakby nigdy nie miał puścić.
    To właśnie od tamtego momentu wiedziałam na sto procent, że czujemy do siebie to samo. Brakowało mi tylko jednego, Edwarda. Czy ta czarna plama w lesie to był on? Miałam nadzieje, że niedługo do nas wróci, że będziemy rodziną. Mama, tata, syn. Tylko ja tak bardzo chciałam mieć własne dziecko, ale Anioł mówił kiedyś, że zajście w ciąże w tym stanie jest nie mal niemożliwe, lecz istnieje promyczek nadziei, hmm ...



* Hmm, nie wiedziałam jak napisać, że tak szybko, obojętnie no nie wiem, pocałował ją, więc napisałam, że przelotnie xD

____________________________________________________

Przepraszam Was, że rozdziały są takie krótkie, ale mam brak weny i bardzo dużo nauki.
Ehh te gimnazjum -,-  Strasznie trudno pisało mi  się ten rozdział :c
+ mogę być jakieś zdanie od ''czapy'', literówki, brak kropki za co bardzo przepraszam ; ) 
++ jak już wcześniej pisałam możliwe, że Esme będzie kiedyś w ciąży, hah :D
+++ uprzedzam, że może mnie nie być przez dłuższy czas :/
No, więc komentujcie :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

7 Rozdział


Carlisle:

    Byłem na siebie wściekły. Czemu ja to jej powiedziałem, że lepiej by było jakby została siotrą
Edward? Teraz postanowiłem, że już nigdy nie pozwolę żeby mnie opuściła. To nie  miało sensu.
Ja kocham ją, ona kocha mnie. Muszę jej jakoś to wynagrodzić.
    Gdy weszliśmy do domu coś nie grało. Edwarda nie było w domu.
- Carlisle - Esme była w kuchni, kiedy mnie zawołała. Pobiegłem tam szybko. - Patrz ... - wskazała
palcem na jakąś kartę, która leżał na stolę.
- Co jest ? - zapytałam. Esme miała smutną minę.
- List od Edwarda - wziąłem list do ręki i zacząłem czytać. Edward napisał tam, że ma dość powstrzymywania się od ludzkiej krwi. Nie chciał być na razie z nami. Zobaczyłem, że oczy Esme zrobiły się
suche. Objąłem ją. - On ... on już do nas nie wróci ? -
- Wróci - odpowiedziałem i mocniej ją przytuliłem. Dokąd on pojechał? Dlaczego na opuścił?
W głowie miałem pełno pytań, na które nie potrafiłem odpowiedzieć. - Esme muszę iść do pracy.
Poradzisz sobie beze mnie? - nie chciałem jej zostawiać samej, ale niestety musiałem.
- Poradzę. - pocałowałem ją delikatnie w policzek i wyszedłem.
    W szpitalu nie działo się nic ciekawego, aż przywieźli jakiegoś mężczyznę. Nie żył. Podobno
zabiło go jakieś zwierzę, ale ja poczułem na nim zapach Edwarda. Do tego okazało się, że to był
mąż Esme. Jakim cudem ja go wcześniej nie poznałem? Pomyślałem, że należało mu się za to co zrobił
mojej kochanej. Ale nie! Przecież to był człowiek.

_____________________________________________________
Pisałam ten rozdział z 20 min i już go wstawiam. Z powodu, że jedna stronka osądziła mnie, że ściągam
rozdziały odechciało mi się pisać. Dużo osób w to uwierzyło. Zastanawiam się nad zawieszeniem tego bloga
chyba, że chcecie żebym pisała dalej.

sobota, 9 lutego 2013

6 Rozdział



Esme:


    Leżałam na łóżku patrząc się w sufit. Rozmyślałam o tym pocałunku. Bałam się, że Anioła mnie odrzuci. Ale jednak nie. On chciał czegoś więcej. Hmm, ten delikatny pocałunek powinien mu na razie wystarczyć.
Czyli on też coś czuję do mnie. Mam nadzieje, że teraz to wszystko pójdzie do przodu.
Usłyszałam, że ktoś idzie po schodach. To był Edward. Zapukał do drzwi, otworzył je i powiedział,
że mam zejść na dół do Carlisla.
    Anioł siedział na niebieskim fotelu, wpatrując się w kominek. Był taki piękny!
- Hm, chciałeś coś ode mnie ? - spojrzał się na mnie. Miał smutną minę.
- Musimy poważnie porozmawiać o ... - przedłużał, widać było, że nie mógł wypowiedzieć słowa - o nas. - w końcu dokończył. O nas ? Myślałam raczej, że powinien mieć wesołą minę.
- Tak? Więc mów - usiadłam na drugim fotelu. Spojrzałam mu w oczy, ale on spuścił je i wpatrywał się w podłogę.
- Esme przepraszam. - nie miałam pojęcia o czym mówi.
- Ale za co ? - zapytałam.
- Przepraszam. Pomiędzy nami chyba nie powinno nic być. Lepiej będzie jeśli dalej będziesz siostrą Edwarda, przepraszam. - Byłam w szoku! Nie mogłam nic powiedzieć. Moje oczy zrobiły się suche.
Do pokoju wszedł Edward. Spojrzał się na niego. Widać było, że był tym szokowany jak ja.
- Carlisle ... - powiedział Edward.
- Wybaczcie, muszę już iść do szpitala. - Wziął swój czarny płaszcz i wyszedł. Zrobiło mi się strasznie smutno. Czyli jednak niepotrzebnie go całowałam! Co ja sobie myślałam. Edward poklepał mnie
po ramieniu i usiadł na drugim fotelu.
- Carlisle wcale tak nie myśli. On chcę dla ciebie dobrze. - Edward chciał mnie pocieszyć, ale coś nie wyszło. W mojej było pełno myśli. Chciałam stąd uciec. Nie mogłabym mieszkać pod jednym dachem
z kimś kogo kocham, a on tego nie odwzajemnia.
- Chcesz uciec? Nie proszę, nie uciekaj - no tak, zapomniałam, że Edward słyszy myśli. Yhh.
- A ja proszę żebyś nic mu nie mówił. - wstałam i poszłam się pakować. Wyjęłam jakąś torbę
i zapakowałam wszystkie rzeczy, które zdążyłam nie dawno kupić. Wzięłam jeszcze trochę pieniędzy, które
trzymałam na czarną godzinę. Postanowiłam uciec. Spakowana wybiegłam w stronę lasu. Gdyby tylko wampiry mogły płakać, na pewno bym to uczyniła. Na początku lasu oparłam się o jakieś drzewo i rozmyślałam czy nie podjęłam ze szybko decyzji. Ale nie! Chciałam być jak najdalej od niego.
 Biegłam wampirzy tempem przez trzydzieści minut, aż dotarłam do lotniska. Poprawiłam włosy i ruszyłam w stronę budynku. Sprawdziłam listę lotów, które miały się odbyć za jakiś czas. Postanowiłam, że polecę
do Norwegii, ponieważ lot miał się odbyć najszybciej. Wsiadając do samolotu poczułam pieczenie w gardle.
Przypomniało mi się, że już trochę nie polowałam. Usiadłam na swoim miejscu. Wokół mnie siedziało
pełno ludzi, a ja zrobiłam się rządna krwi. Z każdym uderzeniem serca człowieka, coraz bardziej
pragnęłam jego śmierci. Aż w końcu usiadłam się koło mnie mała dziewczynka. Nie chciałam jej zrobić
krzywdy. Pośpiesznie zasłoniłam nos i usta, co pozwoliło mi zapomnieć o pragnieniu. Po wylądowaniu
samolotu opuściłam pokład jako pierwsza udając się szybko po bagaże. Gdy biegłam przez
pobliski las, zapolowałam na zwierzęta. Mogłam się odprężyć. Moim celem podróży była przyszywana
ciocia, była kiedyś najlepszą przyjaciółką mojego taty. Mieszkała prawie na granicy Norwegii ze
Szwecją. Gdy biegłam nadal myślałam o Carlisle'u. Nawet na drugim końcu świata nie mogłam o nim zapomnieć. Nie dało się. Niestety wampiry mają wieczną pamięć.
- Nie ! Muusisz o nim zapomnieć! - krzyknęłam. Zaplotłam ręce i odchyliłam głowę do tyłu.
Nagle usłyszałam, że ktoś biegnie przez las. Nie, nie ! To nie może być Carlisle. Niestety, gdy
wstałam i odwróciłam głowę zobaczyłam go. Chciałam już łapać bagaże i biec dalej. Wiedziałam, że
jestem szybsza od niego. Kiedy miałam już ruszyć poczułam. że trzyma swoje ręce na mojej tali.
Poczułam również jego słodki zapach na szyi.
- Przepraszam za to co powiedziałem. Myślałem, że tak będzie lepiej, ale jednak nie. - powiedział szeptem.
- Ale jak ... jak ty wiedziałeś gdzie jestem ?! Edward ci powiedział ?! - krzyczałam. Nie mogłam się
pohamować.
- Nie. Edward mi nie chciał nic powiedzieć. - przytulił mnie.
- To jak ? - powiedziałam już ze spokojem.
- Gdy wszedłem tylko do domu czułem, że coś nie gra. Poszedłem do salonu. Tam siedział Edward. Jak
ci przed chwilą mówiłem nic nie chciał mi powiedzieć. Wyszedłem na dwór w stronę lasu. Poczułem
twój zapach na drzewie. Dalej  też go czułe. Dobiegłem to jakiegoś lotniska. Od razu sobie przypomniałem jak kiedyś mówiłaś o jakiejś przyszywanej cioci, która mieszka gdzieś koło granicy Norwegii ze Szwecją. Wsiadłem w pierwszy samolot do Norwegii, i od raz od wylądowania biegłam w tą stronę.
Bardzo się cieszę, że Cię znalazłem. Już nigdy nie pozwolę żebyś mnie opuściła. - odwróciłam i rzuciłam się
na jego szyję. Po chwili odsunęłam się od niego. On powoli zaczął zbliżać swoją twarz do mojej.
Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów.
- Jeszcze raz przepraszam - wyszeptał mi do ucha. Odchylił się troszkę i pocałował mnie namiętnie.
Wziął mnie za rękę i pobiegliśmy na lotnisko. W samolocie pochyliliśmy twarze i udawaliśmy, że śpimy.
Carlisle po raz drugi powiedział cichutko, że już nigdy nie pozwoli żebym go opuściła. Byłam bardzo szczęśliwa ...

__________________________________________

Przepraszam, że tak mało, ale w tym tygodniu miałam sporo nauki !
Komentujcie, jestem ciekawa waszej opinii. Ostatnio był tu tylko jeden komentarz :c

sobota, 2 lutego 2013

5 Rozdział

Esme :

     Gdy Anioł złapał mnie za rękę zatkało mnie .  To było takie dziwne .  Nie mogłam nic powiedzieć .
Nie chciałam żeby puszczał, ale on niestety puścił jak tylko się na niego spojrzałam i poszedł w stronę drzwi, a ja za nim . Doszliśmy do lasy, który znajdował trzy kilometry od domu . Słyszałam każdy szelest, a śpiew
ptaków był taki piękny .W gardle czułam ogień, który nie wychodził po za mnie, tylko siedział w
środku mnie . Chciałam się napić lodowatej wody, która by to zgasiła .
- Carlisle ja ... ja nie umiem polować - szłam obok i patrzyłam się na niego cały czas .
- Hah, Esme na pewno dasz radę - wymawiając to zaśmiał się cichutko.
- Ale jak ? -  zapytałam . Byłam przerażona jak ja sobie poradzę .
- A tak, że jak tylko poczujesz swoją ofiarę to głód pokieruje tobą  - nie wiedziałam jak to możliwe żeby
głód mną kierował i nie wiedziałam jak odpowiedzieć, więc przytaknęłam . Nagle zorientowałam się, że
nie było nikogo obok mnie, ani za mną . Okręcałam się wkoło własnej osi, ale nie widziałam nikogo. Byłam przerażona . Czyżby Carlisle mnie zostawił ? Nagle poczułam jego zapach . Był blisko mnie . Odwróciłam
się, ale tam go nie było, spojrzałam w bok, tam też go nie było, spojrzałam w górę, Anioł siedział na
drzewie . Zaraz skoczył i poszedł dalej w głąb lasu .
- Esme teraz bądź cicho i uważnie patrz co robię - byłam zdezorientowana . Śledziłam uważnie każdy jego ruch .  Nagle zobaczyłam, że Anioł zmierza w stronę wielkiego jelenia . Zaatakował go, myślałam, że to będzie łatwe, ale zwierze zaczęło się bronić . Nie wychodziło mu te bronienie za bardzo . Po chwili
jeleń leżał już na ziemi, przygnieciony przez Anioła, który wbijał mu swoje zęby w jego ciało . Zwierzę było już martwe, Anioł podszedł do mnie, wytarł usta rękawem i powiedział :
- Hmm, Esme na razie zajmiesz się czymś mniej niebezpiecznym. Niech pomyśle - zastanowił się chwilę -
Na przykład królikiem .
- Królikiem ? - myślałam, że żartuję . Przecież królik jest taki malutki . Czy ja zdołam zaspokoić głód takim
małym królikiem ?
- Tak . - uśmiechnął się, podszedł do mnie, chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął mnie lekko - Patrz tam -
wskazał palcem na średniego rozmiaru, szarego królika. 
    Ruszyłam bardzo szybkim wampirzym tempem . W ogóle nie zwalniałam . Chwyciłam królika za nogi,
później mocno za talie i wbiłam swoje zęby w jego tętnice . Do mojego gardła dostał się cudowny płyn .
Ten smak był nie do opisania . Nigdy nie doświadczyłam, aż takiej przyjemności . Od razu przeszło pieczenie . Dobrze wiedziałam co to za płyn i że właśnie zabijam bezbronnego królika .
      Nagle nie miałam czego pić. Przepyszny płyn się skończył . Powoli podniosłam powieki to góry .
Zobaczyłam, że w rękach trzymam królika . Rzuciłam go na ziemię i odsunęłam się od niego na kilka
metrów . Carlisle podbiegł do mnie i położył ręce na moich ramionach .
- Widzisz dałaś radę - poklepał mnie po ramieniu - Lepiej wracajmy już do domu .
- Dobrze, ale będziemy szli po woli ? - wstałam z ziemi .
- Możemy - odpowiedział uśmiechając się .
- Carlisle czemu ty masz miodowe oczy ? 
- Bo żywię się krwią zwierząt, ty na razie masz rubinowe, ale to się zmieni z czasem - Anioł patrzał się
na moją sukienkę . Nie wiedziałam czemu, ale jak tylko spojrzałam zobaczyłam, że jest brudna od
zmieni i krwi . Z kremowego koloru zmieniła się w szary - Kupię ci nową sukienkę . Przecież
jedna ci nie wystarczy - dodał .
- Wystarczy, wypiorę ją i będzie dobrze . Ale chciałam cię spytać czy ja ... ja będę mogła mieć teraz
dzieci kiedy jestem wampirem ? - zapytałam, na twarzy Carlisla pojawił się smutek .
- Ależ Esme to żaden problem kupić ci nową sukienkę . A ... a co do dzieci - była cisza, dopiero chwilę po
tym dokończył - Prawdopodobnie odebrałem ci nadzieję na dziecko .
- Co ?! Jak ty mogłeś mi to zrobić ?! Jak ?! - chciałam płakać, ale nie mogłam . Moje oczy stały się
suche . Waliłam w niego pięściami, chodź wiedziałam, że on nic nie czuję . Carlisle złapał mnie i
objął mnie mocno w ramionach .
- Esme daj mi dokończyć . - powiedział opanowany, nadal trzymał mnie w swoich ramionach .
- Ale co chcesz dokończyć ?! Mogłeś mi pozwolić umrzeć ! - moje oczy nadal były suche .
- Jest nadzieja - nadzieja ? Gdy to usłyszałam od razu przestałam się wyrywać .
- Co ? - nie dochodziło do mnie, że jednak może być nadzieja .
- Żeby to się stało musiałby wydarzyć się jakiś cud . Jest tylko parę przypadków wampirzyc które zaszły w ciąże - o jeny, czyli naprawdę jest nadzieja - Chodź szybciej, słońce wychodzi po za chmur .            
    Wampirzym tempem dobiegliśmy do domu . Słoneczne promienie dostały się do środka przez okna .
Stałam w słońcu . Zamknęłam powieki . Pozwoliłam żeby promienie pieściły moją skórę . Po paru
sekundach otworzyłam oczy . Moja skóra błyszczała . Byłam przerażona . Moje ciało wyglądało jakby
było pokryte cekinami .
- Wyglądam jak ozdobiona choinka ! Coś jest ze mną nie tak ? - Carlisle powstrzymywał się od śmiechu .
- Po prostu my wampiry świecimy w słońcu - podniósł swoje kąciki ust .
- A czy my nie powinniśmy teraz spłonąć ? - mój głos drżał . Chciałam żeby było jak najbardziej
naturalnie, ale coś mi nie wychodziło .
- Haha, nie . To tylko legendy . Chodźmy do salonu - ale się wygłupiłam mówiąc, że w słońcu płoniemy.
Opuściłam głowę i poszłam do salonu. W salonie siedział Edward. Usiadłam się obok niego, a Carlisle
 obok mnie. 
- Wcale się nie wygłupiłaś - powiedział Edward. 
- Co masz namyśli ? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- O to, że pytałaś się Carlisla czy nie płoniemy - Edward zaczął się chichotać, a Anioł uśmiechać.
- Ale jak ty ? Skąd to wiesz ?
- Esme, Edward czyta w myślach - mmm Anioł pokazał swoje perełki.
- Oj nie ładnie - uśmiechając się, pogroziłam palcem Edwardowi.
- Zostaniecie sami. Ja muszę gdzieś iść, mam ważne spotkanie - Carlisle poinformował nas i wyszedł. Wiem, że to nie moja sprawa, ale byłam bardzo ciekawa gdzie. Może ma już kogoś?
- Nie martw się. Carlisle nie ma nikogo, oczywiście po za mną jako syna.
- Czy tu musisz mi cały czas czytać w myślach ? - byłam trochę zdenerwowana.
- Wybacz, nie kontroluję tego - pokręciłam głową.


Carlisle :


    Musiałem skłamać Esme, że mam ważne spotkanie. Tak na prawdę chciałem jej coś kupić do ubrania.
Wybrałem najbliższy butik. Od razu kiedy wszedłem do sklepu wpadła mi w oko turkusowa sukienka,
która sięgała do kolan. Była idealnie skrojona o klasycznym kształcie. Posiadała dekolt w kształcie łódki. Miała rękawy trzy-czwarte i kryty zamek z tyłu. Do tego kupiłem jeszcze czarne baletki i czarny żakiet.
Nie znałem się na modzie, dlatego kupiłem tylko jedną sukienkę. Miałem nadzieję, że ta spodoba się Esme. Kupie jej więcej rzeczy jak będzie gotowa wyjść do ludzi. Podszedłem do kasy i poprosiłem kasjerkę
żeby zapakowała to wszystko w jakieś pudełeczko. Kasjerka poszła na zaplecze i po chwili przyniosła
okrągłe fioletowe pudełeczko. Zapakowała i mogłem już iść. Zapłaciłem tylko sto pięćdziesiąt
sześć dolarów. Wychodząc zaczął padać deszcz. Nie mogłem pozwolić żeby pudełeczko zmokło. Jakoś schowałem je pod płaszcz i powędrowałem do domu. Nie mogłem doczekać się reakcji Esme. Wchodząc do domu od razu podbiegła do mnie Esme.
- Ooo Carlisle dobrze, że jesteś - miała szeroki uśmiech.
- Coś się stało ?
- Nie, nie. Tylko Edward gdzieś wyszedł no i troszeczkę mi się nudzi - Esme zobaczyła, że mam coś pod płaszczem - Hmm, a co tam masz ? - zapytała.
- A niespodziankę - zdjąłem płaszcz, poszedłem z nią do salonu i dałem jej pudełko.
- To dla mnie ? Carlisle nie, nie. Mówił, że nic nie chcę - usiadłem na fotelu, ale zaraz wstałem.
- Lepiej otwórz.
- O jeny jaka piękna sukienka ! I te buty i ten żakiecik ! - Esme się tak ucieszyła, że rzuciła się na mnie
i mocno przytuliła - Oj przepraszam .
- Chcesz mnie przepraszać, że mnie przytuliłaś? Nie musisz, bardzo miło mi się zrobiło - podeszliśmy do kominka. Esme stała do mnie plecami, patrzyła jak tańczy ogień.
- Dziękuję za to -  odwróciła się, a nasze twarzy dzieliło tylko pięć centymetrów. Chciałem już ją pocałować,
gdy nagle do domu wszedł mój syn. Esme od razu odskoczyła.
- Ohoho, co tu się dzieje ? - zaśmiał się Edward.
- Edwardzie - zrobiłem surową minę.
- Przepraszam, ale macie takie głośne myśli. Nie przeszkadzam wam, idę do swojego pokoju,
kontynuujcie - poszedł do swojego pokoju. Ja z Esme zostaliśmy sami w pokoju.
- Przepraszam za niego - uśmiechnąłem się i przybliżyłem się do Esme.
- Nie musisz - przygniotła mnie do ściany i leciutko pocałowała - Hah, oj Carlisle, Carlisle - dodała.
- Tylko tyle ? - powiedziałem uśmiechając się .
- Tylko tyle. Widocznie nie zasłużyłeś na więcej - stała w progu pokoju.
- No, ale jak to ? - zapytałem.
- A tak to -  uśmiechnęła się i poszła do góry po schodach do swojego przydzielonego pokoju. Od
tamtego czasu myślałem co z nami będzie, czy Esme na pewno będzie mnie chciała? Może będzie
jednak lepiej żeby była siostrą Edwarda?


_________________________________________________________

Heej ; *
Hmm ... Z perspektywy Esme nawet mi się podoba, ale z Carlisla już nie za bardzo. Tak
jakoś bardzo malutko mi wyszło. Nie wiedziałam co mogłam jeszcze napisać.
A i jeszcze jedno ^^ Nie zdziwcie się jeśli kiedyś Esme będzie w ciąży hah :D 
Rozdział dedykuje moim przyjaciółką Oli i Madzi *.* 
Komentujcie :D
    






poniedziałek, 28 stycznia 2013

4 Rozdział


Esme :

    Otworzyłam oczy, podniosłam głowę i zobaczyłam dobrze mi znaną twarz . Przede mną stał Anioł .
 Nie wiedziałam czy jestem w piekle czy w niebie, czy może przeżyłam mój skok z klifu .
Anioł podszedł do mnie bliżej, podał mi rękę i pomógł wstać .
- Esme muszę ci coś powiedzieć - miał zniesmaczoną minę .
- Ja jestem  w niebie ? - zapytałam .
- Nie, nie . Pozwól, że ci wszystko wyjaśnię, ale może najpierw chciałabyś się przebrać ? - w tej chwili
zorientowałam się, że nadal jestem w brudnej i obdartej szpitalnej koszuli - Tam w szafie powinno
coś być dla ciebie - palcem pokazał  wielką szafę z lustrem i wyszedł .
    Podeszłam do szafy w bardzo szybkim tempie . Było to bardzo dziwne ponieważ, odległość między mną a szafą wynosiła cztery metry, a mi nie zajęło nawet ułamka sekundy podejścia do niej .
Gdy otworzyłam szafę ujrzałam kremowe baletki oraz kremową sukienkę, która sięgała do kolan . Sukienka była na grubych ramiączkach, a pod biustem miała ozdobny pas cyrkonii . Ubrałam ją, leżała na mnie
idealnie, postanowiłam poprawić włosy, lecz kiedy zobaczyłam swoją twarz w lustrze od razu
od niego odskoczyłam . Moje oczy były czerwone jak dwa rubiny !  Nie mogłam zrozumieć dlaczego mam
taki kolor swoich oczu, ale postanowiłam nie zawracać sobie nimi głowy .
    Ubrana poszłam na dół do salonu po zapachu . Idąc po zapachu przeszłam przez długi korytarz . Ściany miały czerwony kolor, a na nich wisiały dziwne maski . W rogu korytarzu był niewielki kwiat w donicy . W końcu po zapachu dodarłam do salonu . W oczy od razu rzucił mi się wielki obraz . Na obrazie było widać
cztery osoby, a w tym Carlisla . Stał ze smutną miną i leciutko opuszczoną głową w prawym rogu . Mój wzrok był lepszy i zobaczyłam, że na dole małymi literkami pisze ' Volturi ' . Nasuwało mi się coraz więcej pytań .  
   Na niebieskiej kanapie siedział Carlis i jak mi się chyba zdawało jego syn - Edward . Byli przybici,
nie mieli za wesołych min .
- Esme, proszę usiądź na fotelu - Anioł poprosił uprzejmie .
- Dobrze - odpowiadając zajęłam miejsce na fotelu i spytałam - Czy coś się stało ?
- Oj stało się, stało . Zrobiłam ci coś okropnego - przerażał mnie powagą w swoim głosie.
- Ale ja się czuję bardzo dobrze, tylko zdziwił mnie kolor moich oczu - powiedziałam .
- Esme ja .... ja nie jestem tym kim myślisz . Nie jestem człowiekiem . Potrafię poruszać się o wiele szybciej niż ktokolwiek inny i jestem silniejszy - spuścił głowę i dokończył, Edward w tym czasie wyszedł z pokoju - Ja jestem zimną istotą, mówi ci to coś ? - kiwnęłam przecząco głową - Tak myślałem . Żałuje tego, co ci zrobiłem - był zły na siebie .
    Złapałam jego dłoń, spojrzałam mu w oczu i zaczęłam mówić :
- Carlisle nie obwiniaj się - gwałtownie puścił moją dłoń, odsunęłam się od niego
i odwróciłam .
- Esme ty nadal nie rozumiesz ? Zamieniłem cię w potwora, który zabija ludzi, który żyje wiecznie .
Zmieniłem cię w wampira ! - doszło do mnie ostatnie zdanie . Wstałam i podeszłam do okna .
- Carlisle ja jestem wdzięczna za to - powiedziałam z uśmiechem . 
- Jesteś wdzięczna ?! Ale jak to ? - był zdziwiony .
- Uratowałeś mnie od śmierci i od męża przez  którego cierpiałam . Jeśli chcesz, mogę odejść .
- Nie chcę żebyś odeszła, chce żebyś była blisko mnie - zbliżył się do mnie .
- Może opowiesz mi coś więcej osobie ? Jak ty zostałeś przemieniony ? - zapytałam, usiadłam na fotelu i zarzuciłam nogę na nogę .

Carlisle :

    Esme powiedziała, że chce wiedzieć więcej o wampirach . Zdziwiło mnie to, że nie jest w ogóle na
mnie zła, za to co jej zrobiłem . Muszę jej  wszystko wytłumaczyć jakie jest życie wampira, ale ona
chciała żebym opowiedział o mnie . Popatrzyłem na nią i zacząłem :
- Urodziłem się w tysiąc sześćset czterdziestym trzecim roku w Londynie . Matka umarła przy porodzie - Esme patrzyła ze współczuciem - a ojciec był pastorem oraz łowcą wampirów . Gdy się zestarzał, obowiązki łowczego przekazał Mi . Po pewnym czasie zmarł . Z początku nie radziłem sobie z tym, ale byłem wytrwały. W tysiąc sześćset sześćdziesiątym szóstym roku w końcu odkryłem, że grupa wampirów mieszka w kanałach pod miastem . Z innymi ludźmi poszliśmy do wejścia do kanału i czekaliśmy . Po pewnym
czasie wyszedł jeden i ostrzegł pozostałych . Musieli być bardzo głodni . Ruszyli pędem ulicami miasta, ale w ludzkim tempie, nie mieli sił . Byłem szybki, złapałem jednego za rękę . Była zimna, bardzo zimna .
Wampir odwrócił się i zaatakował . Rzucił się na mnie, podniósł moją rękę i wbił swoje kły .  Nie
zdążył wyssać całej krwi, ponieważ inni się zbliżali . Od początku wiedziałem kim się stałem .
Nie miałem zamiaru się z tym pogodzić . Próbowałem się utopić, skakać z dużych wysokości, chciałem
odebrać sobie życie . Czułem do siebie obrzydzenie . Nie chciałem zabijać . Próbowałem prawie wszystkiego do jedzenia, ale niczym nie mogłem uzupełnić głodu nawet minimalnie . Byłem coraz głodniejszy
i słabszy . Musiałem trzymać się z daleka od ludzi, ponieważ moja siła woli malała . Pewnego
dnia mijało mnie stado jeleni . Nie wytrzymałem, zaatakowałem jednego i pożywiłem się jego krwią .
Wtedy odkryłem, że nie trzeba zabijać ludzi . Wiedziałem, że przede mną wiele lat nieskończonego życia .
Postanowiłem lepiej zagospodarować . Chciałam pomagać ludziom, odwiedziłem wiele uniwersytetów .
Nocami uczyłem się medycyny . Przez kilkaset lat pracowałem nad samokontrolom . Gdy studiowałem
we Włoszech, spotkałem Volturi . Towarzyszyłem im przez kilkadziesiąt lat, ale jedno mi nie pasowało - dieta . Byli bardzo wyrafinowani, oczywiście nie mieli szacunku dla ludzkiego życia . Nie chciałem
zabijać ludzi, więc odszedłem od nich ...
- Musiało ci żyć bardzo trudno samemu . Gdybym ja była w takiej sytuacji na pewno bym sobie nie poradziła . Jeszcze ci Volturi . A .. a jak było z twoim synem ? - zapytała .
- Z Edwardem ? - Esme przytaknęła głową, więc zacząłem opowiadać - Panowała wtedy epidemia
hiszpanki, a ja pracowałem wówczas na nocną zmianę w szpitalu . Tam spotkałem Edwarda i jego matkę, Elizabeth Masen, ojciec już szybciej zmarł . Prosiła mnie bym go uratował, ona po pewnym czasie umarła na skutek choroby . Wiedziałem, że został sam, a ja od dawna myślałem nad towarzyszem . Chciałem spróbować go zmienić .
  Leżał sam na sali . Podszedłem do niego i patrzałem się na niego przez parę minut . Było z nim coraz gorzej, musiałem działać . Wbiłem zęby w jego szyje . Czułem taką ekscytację . To był mój pierwszy raz gdy kogoś przemieniłem, ale udało mi się - Uratowałeś mu życie. - Przerwała mi Esme - Może tak, ale nie wiedziałem, czy pragnie właśnie tego. Edward zamieszkał ze mną i przeszedł na moją dietę.
- Czyli od tamtego czasu jesteś przyszywanym ojcem Edwarda, tak ?
- Tak . Jeśli chcesz nam towarzyszyć to możesz być jego przyszywaną siostrą - gdy to powiedziałem
na twarzy Esme pojawił się smutek . Nie chciałem żeby była jego siostrą, chciałem żeby była kimś
dla mnie więcej, ale nie wiedziałem czy ona czuje coś do mnie - Esme, pewnie czujesz pieczenie w gardle, co ? - kiwnęła głową - Więc czas na polowanie . A muszę ci jeszcze powiedzieć, że jesteś nowo
narodzona, więc jesteś o wiele silniejsza ode mnie, jesteś niebezpieczna .
- Naprawdę ? Ale mam nadzieję, że nic ci nie zrobię - powiedziała to z uśmiechem na twarzy .
- Hah, ja też mam nadzieje, że mi nic nie zrobisz . Chodźmy już lepiej na te polowanie .
- Dobrze, ale ja mam jeszcze tak wiele pytań do ciebie - podszedłem do niej, złapałem ją za rękę, ale
zaraz puściłem . Ona się tylko na mnie spojrzała i poszła za mną w stronę lasu .


-------------------------------------------------------------
Przepraszam Was, że tak późno dodaje, ale miałam ferie, a weny to w ogóle nie miałam .
Nie podoba mi się za bardzo ten rozdział . Prawie wszystko to jak Carlisle opowiada o swoim życiu .
Chyba zawieszę tego bloga . No nie wiem, czekam na wasze opinie ;P